Żył kiedyś człowiek, który miał siedem masek, po jednej na każdy dzień tygodnia. Rano, gdy tylko wstał, zakrywał twarz jedną z nich.

Potem ubierał się i szedł do pracy. Żył, nigdy nie pokazując prawdziwej twarzy.

Pewnej nocy, gdy ów człowiek spał, ktoś skradł mu maski. Mężczyzna, kiedy tylko się obudził i zorientował, co się stało, zaczął krzyczeć: „Na pomoc, okradziono mnie”. Potem podjął poszukiwanie masek po całym mieście. Ludzie widzieli jak wygrażał całemu światu, przeklinał i groził im najgorszymi nieszczęściami, jeżeli maski się nie znajdą. Ale najbardziej przejmująca była jego rozpacz.

Pewna kobieta, która widać nie znała sprawy, spytała: ” Co się stało, czemu rozpaczasz?”

Mężczyzna odrzekł: „Ukradziono moje maski. To wszystko co mam, czuję się bez nich nagi i zupełnie bezbronny”.

Kobieta na to powiedziała: „Spójrz na mnie. Moja twarz jest odsłonięta od dnia moich narodzin”.

Mężczyznę to mocno przejęło. Długo się w nią wpatrywał i uzmysłowił sobie, jak bardzo jest piękna.

Źródło: http://przewodnikduchowy.pl/

Ilustracja: Jan Różański