„Nie można nie komunikować” – to znane stwierdzenie wybitnego specjalisty w dziedzinie komunikacji P. Wazlawicka. A więc wciąż się porozumiewamy a często robimy to z naddatkiem, wysyłając podwójne sygnały.

Podwójne sygnały to dwa przekazy: jeden świadomy, drugi nieświadomy (inaczej mówiąc intencjonalny i nieintencjonalny), które są nadawane przez daną osobę w tym samym momencie. Tak może się zdarzyć, gdy np. ktoś próbując zadbać o atmosferę przyjacielsko się uśmiecha, mimo, że czuje się urażony. Urazę z jakichś ważnych powodów (np. kulturowych albo w obawie przed konsekwencjami) decyduje się ukryć, to się jednak do końca nie udaje i druga strona ma do czynienia naraz z oznakami i przyjaźni i urazy.

Kiedy ktoś robi tak dużo, często i od zawsze, podwójna komunikacja wchodzi w krew, staje się stylem bycia, dzieje się w sposób automatyczny i nieświadomy. To zazwyczaj utrudnia życie (chociażby dlatego, że ludzie generalnie nie lubią podwójności, ponieważ nie wiedzą, do czego mają się tak naprawdę odnieść), wiele problemów wynika z nieświadomości wszystkich własnych przekazów, że coś dzieje się poza naszą intencją.

Jednak podwójne sygnały to nie samo zło, to również potencjalna droga prowadzącą do rozwoju. Nie są one przecież niezależnymi bytami czy zjawiskami, ale wypływają z wnętrza osoby, mają swój sens, znaczenie i logikę. Uświadomienie sobie tego, co pojawia się we własnych przekazach prowadzi do lepszego rozumienia siebie, większej spójności i integralności. Czemu tak zrobiłem, o co mi chodzi, czego potrzebuję? Wracając do przykładu, w którym ktoś skrywa urazę pod płaszczykiem przyjacielskości, uznanie i wykorzystanie procesu stojącego za podwójnymi sygnałami oznaczałoby prawdopodobnie większą ekspresję, emocjonalność i autentyczność, czyli uruchomienie zablokowanego potencjału, nie mówiąc już o ułatwieniu życia relacyjne