Pojęcie synchroniczności sformułował Carl Gustav Jung, twórca psychologii głębi, we współpracy ze znanym szwajcarskim fizykiem, laureatem nagrody Nobla, Wolfgangiem Pauli. Jung przeczuwał zjawisko synchroniczności, obserwując zależności pomiędzy przeżyciami pacjentów a tym, co im się przydarza. Tak jak podczas pracy z pewną klientką, która od jakiegoś czasu przeżywała impas w terapii. 

Tego dnia oboje pracowali nad snem kobiety, w którym pojawił się skarabeusz. W tym momencie przez okno wpadł żuk z gatunku skarabeuszy. Była to właśnie synchroniczność, czyli współwystępowanie zdarzeń psychicznych i faktów zewnętrznych, które dla danej osoby mają to samo znaczenie. Zdarzenia psychiczne to między innymi: przeczucia, sny, wrażenia.

Jung zauważył, że terapia kobiety, której śnił się skarabeusz, napotykała na przeszkodę w postaci jej nadmiernego racjonalizmu.Potrzebna była zmiana punktu widzenia, polegająca na otwarciu się na zjawiska irracjonalne. Skarabeusz jest staroegipskim symbolem odrodzenia, zaistnienia w nowy sposób. Podążając za znaczeniem symbolu, można było odkryć kierunek rozwoju potrzebny kobiecie w tamtym momencie. Oczywiście, co się kryje za znaczeniem motywów snów czy zdarzeń, wiemy tylko my sami. Jesteśmy w tym najlepszymi ekspertami, terapeuta może nas tylko prowadzić. Synchroniczności, które się nam przydarzają, a które my często traktujemy jako zjawiska dziwne, niewytłumaczalne, pokazują co potrzebujemy uruchomić, wydobyć z obszarów nieświadomych. Takie spojrzenie sprawia, że zjawiska te tracą wymiar magiczny.

Czasem myślimy o kimś i tego kogoś spotykamy albo ta osoba niespodziewanie do nas dzwoni. Rozważamy w sobie jakiś problem i nagle ktoś zaczyna dokładnie o tym mówić. To zjawiska synchroniczne, nie synchroniczność. Nazwy są podobne, lecz znaczą co innego. Zjawisko synchroniczne to po prostu równoległe pojawianie się zdarzeń w rzeczywistości. Natomiast osoba doświadczająca synchroniczności musi wiązać znaczeniem to, co przeżywa w psychice i co obserwuje w świecie zewnętrznym. Występowanie tego indywidualnego znaczenia jest powodem, dla którego psychologia zajmuje się tego typu zdarzeniami. Uważamy, że jest to jeden ze sposobów, w jaki przebijają się do nas informacje niezbędne dla naszego rozwoju. Przykład? Pewnej kobiecie, która pojechała do Londynu, wydawało się, że ciągle spotyka Hindusów. Gdy zaczęła nad tym pracować, doszła do wniosku że męczy ją, że jest taka „przyziemna”. W jej rozumieniu Hindusi zamieszkują kawałek świata, gdzie ważne są sprawy ducha. Możemy założyć, że w Londynie spotykała nie tylko Hindusów, ale jej percepcja była tak ukierunkowana, ponieważ potrzebowała stać się bardziej „mistyczna”.

Zasadą synchroniczności próbuje się tłumaczyć jasnowidzenie, telepatię czy wróżenie.
Wróżbici czy jasnowidze najprawdopodobniej mają dar czy też umiejętność łączenia się z nieświadomością zbiorową, czyli najgłębszą warstwą, która jednoczy wszystko. Do niej „podłączona” jest nieświadomość indywidualna każdego z nas. Nowoczesna fizyka kwantowa coraz śmielej wyraża pogląd, że na pewnym poziomie świat jest jednością, gdzie wszystko się przenika, cząstki przechodzą w fale a fale w cząstki. Spoiwem zaś jest tendencja, organizująca większe formy. Jednak nie jest to nic nowego. Podobne przekonania możemy odnaleźć na przykład w filozofii starożytnych Chin, według której istnieje Tao, czyli zasada jednocząca świat, której nie można nazwać ani zobaczyć. Wyznawcy hinduizmu wierzą w Brahmana, czyli bezpostaciową, najwyższą substancję przenikającą wszechświat i podtrzymującą go. W naszej części świata podobne poglądy głosił Platon. Na tym poziomie czas nie istnieje – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są jednym. Być może dlatego wydaje nam się, że wróżka „zaglądając” w nieświadomość, tak dużo rzeczy o nas wie – co się wydarzyło, jacy jesteśmy i co nas spotka. W tym miejscu trzeba podkreślić spekulacyjny charakter naszych rozważań. Wszystkie te koncepcje w dużej mierze opierają się na wierze i intuicji ich twórców, a w małej – na dowodach. Możemy tylko przypuszczać jak to wszystko się odbywa. Poziomy, o których mówimy, są nam na razie mało dostępne. Dopiero uczymy się tam zaglądać.

Aleksandra Nowakowska, źródło www.zwierciadło.pl, ilustracja Jan Różański