O tym, jak odcinamy się od ciała, jak przestajemy czuć, o podkulonych ogonach i nie takich brzuszkach rozmawiam z fizjoterapeutką, propagatorką bioenergetyki Lowena, MARZENĄ BARSZCZ*. 

Monika Zakrzewska-Blauth: Patrzę na znajomą trzylatkę. Kiedy jest smutna, to widać na pierwszy rzut oka: pochylona sylwetka, buzia w podkówkę. 

Całe jej ciało pokazuje smutek. Jak u aktorki w niemym filmie. Kiedy patrzę na jej mamę, która jest smutna, muszę się mocno zastanawiać, jakaż to emocja właśnie rządzi jej ciałem. Tylko oczy zdradzają czy to smutek czy może radość. Reszta jest równie martwa.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego z czasem nasze ciała zastygają?

Marzena Barszcz: Jesteśmy ciałem. Żyjemy przez ciało, czujemy przez ciało. Z ciała czerpiemy wszystkie przyjemne i nieprzyjemne bodźce. Jeśli przyjemne, to wspaniale. Jeśli nieprzyjemne, to dla niemowlęcia czy małego dziecka, są one niesłychanie mocne i bywają nie do zniesienia. Mówi się, że są nie do przeżycia.

Jakie bodźce są dla niemowlęcia nie do przeżycia?
Przez pierwsze miesiące życia dziecko nie rozróżnia, że – ja – to coś innego niż moja mama.  Ja i mama przeżywane jest jako jedno. Więc jeśli zdarza się tak, że matka jest nie dość dostępna dla dziecka, nie dość dostrojona do jego potrzeb, a czasem wręcz wycofana i nieobecna w kontakcie z nim, dziecko odczuwa to jako opuszczenie. Mały człowiek te wszystkie emocje przeżywa całym sobą, lecz ich skala jest zbyt wielka.

Co dzieje się z dzieckiem w takiej sytuacji?
Natura wyposażyła nas w możliwość reagowania. Dziecko płacze, jeszcze raz płacze, zaczyna  krzyczeć. Potem jeśli nikt nie odpowiada, poddaje się i zrezygnowane zasypia ze zmęczenia. Rano budzi się z nową nadzieją na to, że tym razem ktoś odpowie na jego potrzeby. Jeśli sytuacja powtórzy się kolejnego dnia, dziecko będzie płakać krócej, szybciej się zmęczy, szybciej utraci nadzieję, że jest ktoś dla mnie. Rozpacz zamieni się w chroniczne napięcie, które pozwoli przeżyć, bo dla dziecka taki rodzaj doświadczenia jest porównywalny z umieraniem. Dziecko musi zamrozić ciało, by przetrwać. Inaczej poziom doznań byłby nie do zniesienia i wprost przekładał się na śmierć. Pierwszą reakcją jest ograniczenie oddechu, a tym samym ograniczenie energii życiowej. To chroni dziecko przed czuciem w pełni. Mniej żywe ciało, mniej bolesnych uczuć, ale za tym idzie też mniejszy dostęp do przyjemności i energii życiowej.

Mam gęsią skórkę. Przypominam sobie te wszystkie podręcznikowe porady, w stylu zostawić dziecko, żeby płakało, wykształcą mu się dobre płuca albo to nic, że płacze, krzyczy, a nawet wymiotuje, chce tylko zwrócić na siebie uwagę. Nie daj się małemu tyranowi. Pamiętaj kto tu rządzi’No, powiem Ci, że słabo mi się robi.
Dziecko to człowiek całkowicie od nas zależny i nasza reakcja na jego płacz niesie za sobą daleko idące skutki, z których nie do końca zdajemy sobie sprawę – fundamentalne, rzekłabym. Musimy sobie zdawać sprawę, że to co wprojektowujemy w dziecko (mały tyran, manipulant, dziecko musi czuć kto rządzi) jest w większości powtarzaniem naszego dziecięcego doświadczenia, naszych lęków i deficytów. Dlatego tak ważna jest wiedza i korzystanie z niej.
Jeszcze dwadzieścia lat temu odbywały się konkursy, które dziecko szybciej zacznie używać nocniczka. Dziś wiadomo, że zwieracze są gotowe do działania dopiero po drugim roku życia. A to, że dziecko jest wstanie zapanować nad wydalaniem wcześniej, wynika tylko i wyłącznie ze skontrolowania mięśni, które nie są za to odpowiedzialne! Bywa więc, że chodzimy z napiętą pupą już od pierwszego roku życia!

Może jakimś usprawiedliwieniem dla rodziców może być poziom świadomości. Ja dziś wiem, co dzieje się z moim dzieckiem, kiedy nie reaguję na jego płacz. A moja matka miała do dyspozycji porady o wypłakaniu się do oporu, przymusowym karmieniu co trzy godziny i obowiązkowym odstawieniu od piersi po kwartale. Zamiast podążania za dzieckiem, wszystko zgodnie z planem.
Tak po prostu już jest, że przez pierwszy rok życia matka jest całym światem dziecka. I dopiero wtedy matka będzie mogła dobrze troszczyć się i przyjmować swoje dziecko, kiedy znajdzie się w otoczeniu, które będzie troszczyć się i przyjmować ją. Mam w głowie obrazek matki, która trzyma w ramionach dziecko. Ale za nią stoi także ktoś i otacza ją ramionami. I jeśli taki obrazek się ziści, to potem w życiu dorosłym ja mogę przyjąć ciebie, a ty mnie. Jednak by to zadziałało w dorosłym życiu, na początku ktoś musi przyjąć w całości dziecko nie oczekując, że dziecko odpowie tym samym.

Czyli sztafeta pokoleń trwa. Jeśli zrozumiemy, że bierzemy w niej udział, być może będzie nam, jako dzieciom i dorosłym, łatwiej?
Rozumienie tego jest wtórne. Pierwszym poziomem leczenia jest poczucie i przyjęcie, że to mogło mieć miejsce.

Pozwolenie sobie na odczucie tego wszystkiego, czego doświadczyliśmy jako dzieci w chwilach nie do przeżycia jest nawet dziś dla dorosłego niezwykle bolesne.
Oczywiście. Dlatego jako dzieci broniliśmy się przed tym jak mogliśmy. Pierwsze mechanizmy obronne z poziomu ciała to odcięcie i zamrożenie. Jedno z pierwszych odcięć następuje na granicy przejścia szyjno-głowowego i reszty ciała. Zamieszkujemy w głowie, bo myślenie jesteśmy w stanie kontrolować. A przecież czujemy tym, co mamy poniżej szyi: trzewiami, klatką piersiową, biodrami, tym odbieramy świat. I kiedy nie jesteśmy w stanie pomieścić w sobie tego, co odbieramy od świata, zamrażamy to. Dla miesięcznego dziecka jest to śmierć na jakimś poziomie. Nawet ciężko mi sobie wyobrazić co taka istotka musi wygenerować, żeby przestać czuć.
Najczęściej jest to chorowanie – zapalenia płuc, oskrzeli, uszu. Mówiąc językiem energetycznym – dziecko opuszcza ciało. To ciało, które przynosi tyle cierpienia nie jest dobrym miejscem dla mojej duszy. A mówiąc językiem psychologii nie jest dobrym miejscem dla mojego self. Więc wychodzę. I zawsze w dorosłym życiu, kiedy dopadnie mnie stres, będę używać tego sposobu – nie będzie mnie w moim ciele. Będę zamierać, spłycę oddech, opuszczę siebie.

Życie wyłącznie w głowie jest bardziej bezpieczne.
Z punktu poziomu nieczucia bólu. Jeśli środki takie jak płacz, krzyk i sięganie są nieskuteczne, więc bezpieczniejsze jest przestać sięgać, przestać czuć. Przestać być w ciele. Ty na pewno też spotykasz na stole różne rodzaje odcięcia i zmrożenia ciała. Często jest tak, że ciało jest, leży na stole, osoba nie usztywnia się, oddaje ciało, ale mamy wrażenie, jakby tam nikogo nie było.

Ostatnio poprosiłam, żeby klientka podczas masażu położyła dłoń na swoim brzuchu. Powiedziała potem, że miała wrażenie jakby dotykała kogoś obcego, nie czuła, że to jej własne ciało.
Modelowy przykład tego, o czym rozmawiamy. I założę się, że jest świadoma, rozumie co się z nią dzieje i na pierwszy rzut oka niczego jej nie brakuje. Poza tym, że nie ma jej we własnym ciele.

Jak jeszcze może nastąpić odcięcie od ciała?
Kolejnym ważnym punktem jest etap oralności, czyli karmienia. Kiedy dziecko nie będzie dostawać tego, czego potrzebuje, przestanie potrzebować. Może wiedzieć, czego ma potrzebować, ale będzie trudno mu to poczuć.

Czyli wiem, ale nie czuję.
Tak, bo potrzebowanie jest niebezpieczne, bo i tak nie dostanę. Tutaj wszystkie symptomy  czucia mogą zostać zmrożone – od rumieńców po motyle w brzuchu. Niezależnie od tego czy jest mi dobrze czy źle, nie poczuję żadnej reakcji. W zasadzie to jest mi obojętne. Dlaczego? Bo i tak nie dostanę. To bardziej zorganizowany sposób na to, jak się odciąć od ciała. Jak nie potrzebować. Nie potrzebuję dotyku, nie potrzebuje seksu, nie potrzebuję krzyczeć. To nie ma znaczenia. To i tak nic nie zmieni. Tym razem to nie wyjście z ciała jest sposobem, ale zatrzymanie czucia. Coś czuję, ale nie biorę tego pod uwagę, bo jest to groźne lub/i nic nie zmieni.

Z moich doświadczeń wynika, że odcięcie może dotyczyć różnych części ciała. U kobiet miejsce numer jeden to miednica. Paradoksalnie. Miejsce, które daje życie jest często martwe.
Napięcie w miednicy powstaje przy tak zwanym treningu czystości. Matka czy najbliżsi podczas nauki korzystania z nocnika często wiedzą za dziecko i wpływają na tempo nauki korzystania z nocnika. Dziecko może zacisnąć pośladki, mięśnie nóg i przestać czuć, kiedy mu się naprawdę chce siku. Nie wie kiedy chce iść do łazienki. Ale wie, kiedy opiekun chce, żeby poszło, bo na przykład czas wyjść na podwórko.
Dziecko ma dobrze  rozwinięty zmysł obserwacji i szybko dochodzi do wniosku, że kontrola ciała się opłaca. Zaczyna się kontakt z ciałem na poziomie władzy i rozkazu.

Takie odcięcie od miednicy może być długotrwałe?
Tak, bo jest to chroniczne napięcie mięśni dna miednicy. Na szczęście są sposoby, by rozluźnić te obszary i wprowadzić nowy wzorzec. Trudniej jest pracować z napięciem powstałym na skutek bicia w pupę czy nadużyć. Ślady takich przeżyć możemy wprost widzieć w ciele. W staniu bokiem, możemy zobaczyć albo nadmiernie wysunięte pośladki albo wręcz przeciwnie – schowane tak, jakbyśmy podkulali ogon. Ciało nie kłamie. Wszystkie nasze doświadczenia są w nim zapisane i mają znaczenie.

Obszar miednicy ma jeszcze całą nadbudowę kulturową.
Dziewczynki mają mieć nóżki razem. W pociągu mężczyźni rozwalają nogi na pół przedziału, a kobiety siedzą z nogą przy nodze. To już utrwalanie wzorca. Coś, co się wydarzyło incydentalnie lub chronicznie, potem jest utrwalane wzorcem kulturowym.

Zdrada siebie w zamian za zadowolenie rodzica może też zapisać się w ciele w innych obszarach.
Weźmy bardziej rozwinięte cztero-, pięcioletnie dziecko. Rodzic mówi do niego wciągnij brzuszek albo jak ty chodzisz – cokolwiek co jest dla niego ważne, to dziecko myśli sobie ojej, mój brzuszek jest okropny.I próbuje na siebie wpływać. Tylko dlatego, że czuje się nieprzyjęte takie, jakie jest. Czuje się odrzucone.

Masuję czasem osoby, i to nie tylko kobiety ale i mężczyzn, co ciekawe, których ciało zdaje się mówić, że żyją wyłącznie po to, żeby zadowolić innych. Niezwykle smutne to odczucie. Kobiety potem wybierają sobie partnerów, którzy podtrzymują ich w przekonaniu, że brzuszek nie taki.
Taka kobieta musiała przejść w dzieciństwie trening, o którym mówiłyśmy. Inna powiedziałaby Jak on śmie! Czy ja na pewno jestem z właściwym mężczyzną? Mój brzuch jest OK, jest mój. Właśnie to są reakcje naturalne!
Trening w dzieciństwie podtrzymany presją społeczną, wizerunkiem kobiety w mediach, jest wielki i wmawia, że to ze mną jest coś nie tak.

Rodzic krok po kroku uczy jak być kimś innym, według niego lepszym i dziecko zdradza siebie, by w końcu uwierzyć, że Ja jestem nikim.
Odrzucone przez siebie dziecko żyje na rzecz wyobrażeń i potrzeb rodziców. Odcina się od siebie, od własnego serca. Jest to niezwykle potężne odcięcie, jedno z najdotkliwszych. Najdotkliwsza z ran. Wielu dorosłych ją nosi. Bo cóż mi zostanie jak przestanę udawać, grać. Skoro wtedy mnie odrzucono, to znaczy, że były powody, że nie byłem dość dobry, że jestem nikim.

Taki człowiek zaczyna być aktorem. Gra nawet dla siebie.
Bo ten aktor jest lepszy niż ja. Fałszywe ja uratowało nam kiedyś życie. Było czymś, za co byliśmy chwaleni i doceniani. Wobec tego prawdziwe ja nie wie jak funkcjonować.

Żeby porzucić zawód aktora trzeba zmienić centrum dowodzenia z głowy na ciało.
I pierwszym punktem zmiany jest: poczuć ciało. Rozumieć, co ono do ciebie mówi. Dopiero potem oddać mu władzę.

Dla wielu ludzi to całkowita abstrakcja.
To musi być abstrakcja, bo ciało naprawdę jest zamrożone. Zanim jeszcze zajęłam się bioenergetyką Lowena, pracowałam jako fizjoterapeutka. I to, co teraz powiem może być niełatwe do przyjęcia, ale to właśnie odczucie bólu potrafi  przywołać nas do swego ciała. Daje kontakt z ciałem, powoduje, że wreszcie czujemy. Zdarzało się, że pacjenci mówili niech boli, bo ja czuję, że mi puszcza, a bardziej świadomi – czuję, że żyję. Miałam falę pacjentów z betonowym, twardym, naładowanym ciałem, w które można było pukać. Często to ciało nie czuło nic nawet, kiedy wkładałam w nie łokieć! Odcięcie od bólu oznacza odcięcie od przyjemności.

Doświadczałam podobnych reakcji u swoich klientów. Gdyby ktoś zobaczył mnie z boku pomyślałby, że chcę zrobić krzywdę osobie na stole. A ja patrzyłam na jej twarz i nie było tam nawet cienia bólu.
Dla mnie, paradoksalnie, ból przez wiele lat był nie tylko wskaźnikiem medycznym – co zrobić, a czego nie. Ból dawał mi kontakt z człowiekiem i jego granicami, a człowiekowi z samym sobą. Jako dzieci nie byliśmy w stanie regulować bólu więc musieliśmy go zamrażać. Teraz jesteśmy dorośli możemy czuć ból wiedząc, że wiemy jak o siebie zadbać w sytuacji bólu i że możemy wycofać się z takiej sytuacji. To samo dotyczy też innych uczuć zwłaszcza złości czy strachu. Sztuką jest by je czuć, by zwiększać tolerancję na przeżywanie trudnych uczuć i móc je wyrażać bez konieczności zamrażania ich.

W metodzie Lowena też pracuje się z bólem.
Lowen mówi, że nie możesz się śmiać w pełni nie umiejąc szlochać, nie możesz się radować nie umiejąc się złościć, nie możesz oddać się przyjemności zamrażając ból. Czyli nie da się czuć tylko dobrych emocji mając odcięte te trudne.
Dlatego w bioenergetyce Lowena dotykamy napięć. Po pierwsze dlatego, żeby poczuć, że mamy napięcia. Zamiast nic nie czuję, nagle pojawia się o rany, czuję napięcie albo co to tutaj tak mnie boli.Ważne, by poczuć, że mam napięcie, poczuć skąd jest i czy coś za nim idzie. Jeśli nie, idziemy krok dalej – co mogę zrobić z tym napięciem? Zareagować na nie. Jak? Tak jak mi przychodzi. Jeśli jestem tylko troszeczkę otwarty, to coś mi przyjdzie. Jeśli osoba jest totalnie odcięta od siebie, to podpowiadam. Jak możesz zareagować? Zezłościć się, że ktoś mi zadaje ból, albo zapłakać, albo współczuć sobie. Czyli zareagować. To pierwsze i najważniejsze w metodzie Lowena. Zareagować! Odtworzyć swoje naturalne, pierwotne reakcje, poczuć impulsy. Płacz, głód, agresja, popęd – to jest ludzkie!

I tak możemy zacząć powoli rozmrażać ciało, przywracać do czucia odcięte obszary. Zaczynamy wpuszczać do ciała życie.
Następnym razem porozmawiamy bardziej konkretnie w jaki sposób to robić.

*Marzena Barszcz – fizjoterapeutką, masażystką, terapeutka manualną. Obecnie kończy w Stanach Zjednoczonych szkolenie na terapeutkę bioenergetyki Lowena na Florida Society for Bioenergetic Analysis. Więcej o Marzenie i jej pracy na stronie www.psychoterapiaprzezcialo.pl