Oczywistość potrafi oślepiać. Kiedy coś jest oczywiste, krok po kroku przestaje się widzieć, aż w końcu zupełnie umyka to, co się ma, co się dostaje i co można dawać – w związku, innym ludziom, sobie, światu, życiu.

Pierwsza z brzegu, jakże częsta sytuacja: ludzie się poznają, dobrze im ze sobą, spotykają się coraz częściej. Wydarza się między nimi coś unikalnego, wyjątkowego. Przez chwilę tak jest, cieszą się sobą aż do momentu, w którym rzeczy zaczynają się zmieniać. Pojawiają się oczekiwania, pretensje. Masz być taki i taki… A ty nie powinnaś, zabraniam … I jeszcze to i jeszcze owo… Niezwykłość spotkania, coś, co odróżniało je od miliona innych, gdzieś umyka. rozsiada się oczywistość. Uwaga coraz bardziej przenosi się z tego, co jest, na to, czego nie ma. On zarabia i daje poczucie stabilizacji? Przecież to oczywiste, to facet! Natomiast mógłby być bardziej wrażliwy. Ona jest opiekuńcza i ciepła? No jasne, a kto ma być? Przecież jest kobietą! Tyle, że nie zarabia! On ugotował coś, co ona lubi? Wreszcie pomyślał, ale ile to trwało! Ona myśli o wakacjach dla nich dwojga? Znowu kasę wydaje… Przy takim nastawieniu nie sposób zobaczyć, ile wysiłku stoi za przyniesionym do domu groszem, ani jak wiele znaczy troska. Nie da się poczuć intencji, chęci, wartości. Po prostu się bierze, co jest i oczekuje więcej.

Traktowanie oczywiste nie dotyczy jedynie innych ludzi, to również rodzaj relacji wewnętrznej. Tak łatwo się zubożyć i sprowadzić do roli dostarczycieli dóbr i powielaczy czynności. Wszechobecne oczekiwania i ich wypełnianie. Zaprzęgamy się w codziennym kieracie, znęceni czymś albo, druga opcja, w poczuciu zagrożenia. Po pewnym czasie zupełnie nie ogarniamy tego, jak wielki ciężar nosimy na barkach. Traktujemy obciążenia jako coś naturalnego i złościmy, że brak sił na więcej, że dzień ma za mało godzin. Słupki mówią o niesamowitym przyspieszeniu życia. Tempo rozwoju, postęp świata w stosunku do tego sprzed stu czy dwustu lat są nieporównywalne. Można by się zachwycać naszą wydolnością, kreatywnością, potencjałem. Można by się zastanawiać, czy tego potrzebujemy, czy idziemy w dobrym kierunku. Można by, gdyby nie było to oczywiste.

Być może wprost z oczywistości wyrasta roszczenie, krzyk o jeszcze, o więcej. To jej czy jego psi obowiązek! Dbać o dom, zarabiać, kochać, spędzać razem czas. Gdy zostało się znajomym, narzeczonym, żoną, rodzicem czy dzieckiem trzeba się zachowywać tak, jak trzeba. Jeżeli zbliżysz się choć trochę, wpadasz w pułapkę – jesteś, to zaspokajaj!

Następstwem jest frustracja, rozgoryczenie, złość, prędzej czy później bunt. Każdy z nas jest wyjątkowy i każdy chciałby być tak traktowany. Gdy brakuje uznania, pojawia się niezgoda. Źle mi, źle tobie, źle nam z tym nie widzeniem, nie słyszeniem, nie uznawaniem. To źle potem wychodzi na różne sposoby. Może być wypowiedziane wprost lub okazywane na milion różnych sposobów – poprzez uszczypliwości, humory, obrażanie, itp. Trudne słowa czy zachowania ranią i powodują równie raniące reakcje, spadamy niżej i niżej. Coraz bardziej niemożliwe jest rozpoznanie, że na początku wszystkiego stało wołanie o zobaczenie, usłyszenie i uznanie. I tęsknota za tym wszystkim, co przydarzało się, zanim pojawiła się oczywistość. Tęsknota za unikalnością, docenieniem.

Oczywistość to przeciwnik nie byle jaki. Przychodzi niezauważenie i zawłada totalnie, bez większych szans na refleksję. Tym, co pomaga wykraczać poza nią, zobaczyć rzeczywistość, doświadczyć bogactwa i pełni życia jest zachwyt. Brzmi górnolotnie? Możliwe. A może po prostu się odzwyczailiśmy i teraz się wydaje, że to jakieś takie głupie… Jak mówił Albert Einstein– życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko. Uznanie, docenianie przywraca zdolność widzenia. Zauważamy drugą osobę, zauważamy siebie. Czujemy, znów jesteśmy w kontakcie, robi się miejsce na najróżniejsze przejawy bycia. Raczej nie chodzi o rzeczy wymierne np. prezenty. Na pewno nie wtedy, kiedy są one oparte na pustce czy zdawkowości. Ważne, by widzieć niezwykłość tego, co nasz łączy, tego co mi chcesz i możesz dać. Tego, co jestem w stanie osiągnąć, to, kim jestem, co ja mogę dać. Wtedy wystarcza spojrzenie, drobny podarunek, słowo, myśl. Oczywiście docenianie nie wyklucza prezentów, tych drogich też, lecz nie one są istotą.

Słowo docenianie łączy pokrewieństwo ze słowami: cena, cenić, szacować, określać, dostrzegać wartość. Według większości teorii ekonomicznych cena określa wartość danego dobra. A zatem jeżeli czegoś nie cenimy, oznacza to, że to coś nie ma to dla nas wartości. I odwrotnie – im bardziej coś cenimy, tym większą ma to dla nas wartość. Mamy tutaj siłę sprawczą, możemy spowodować, że coś będzie dla nas naprawdę ważne albo oczywiste. Wybór należy do nas.

Ręce oczywistości popychają, szarpią, leżą obojętnie, ciągną, naciskają. W odpowiedzi pojawia się reakcja- “oż, kiedy to się wreszcie skończy”. Zaś docenianie delikatnie i uważanie muska skórę czubkami palców. Jesteśmy tak różni, mamy swoje plany, sprawy, codzienność. Skupiamy się na sobie, podążamy za tym, co dla nas ważne. I w tym wszystkim wspólna chwila, gdy dajemy sobie siebie nawzajem. Wspaniale. To nie jest oczywiste. Chce się jeszcze.

Jarosław Józefowicz